Serena

Zwykle dramaty oglądamy kiedy mamy złe samopoczucie. Nie dlatego, że chcemy się zdołować czymś jeszcze, a dlatego, że nie musimy się śmiać z bezsensownych komedii.

Możemy się oddać historii, zapewne o wiele gorszej i bardziej przygnębiającej niż ta jaka nam się przytrafiła. Uwielbiam dramaty i może dlatego mam skłonność do dramatyzowania. Jeśli wyrosłeś z dennych komedii, zapewne w miarę Ci się spodoba ten film. Wcale nie dlatego, że występuje w nim Bradley Cooper czy Jennifer Lawrence.

Nie rozpoznasz dobrego filmu od słabego jeśli nie obejrzysz wystarczająco słabizn.


Serena, film gdzie akcja ma miejsce w Karolinie północnej, obsadzonej świetnymi widokami no i drzewami. Wspominam o drzewach, ponieważ króluje tutaj przemysł pozyskiwania drzewa. Wszystko działa tak jak powinno, przemysł Pembertona przynosi mu korzyści finansowe. A ludziom miejsce pracy, gdzie w tamtych rejonach ich zdecydowanie za mało.


Jednak wszystko ulega zmianie w momencie kiedy pojawia się Pani Pemberton, świeżo upieczona żona. Jej zaradność początkowo wzbudza nieufność wśród reszty pracowników. Kiedy jednak traci dziecko popada w pewnego rodzaju depresje, w wyniku której dochodzi do złych wydarzeń. Dla miłości robi się wiele..

Bradley Cooper wypadł lepiej niż w Snajperze. Choć tutaj zdania są przeróżne. Towarzyszące krajobrazy jak i ciekawe kostiumy sprawiły, że postać wyszła tak realistycznie jak się tylko da. Jednak zdecydowanie lepiej wypadła Jennifer Lawrence w roli żony Pana Pembertona. Świetnie zagrała kobietę z nieciekawymi wspomnieniami. Wprawdzie nie mieli trudnego zadania, ale poradzili sobie jak należy.

To już ich trzecie spotkanie na planie filmowym, świetnie im wychodzi współpraca co możemy podziwiać w Poradniku pozytywnego myślenia oraz American Hustle. O dziwo Lawrence w każdym innym filmie mnie irytuje. Drugoplanowi nie zrobili na mnie większego wrażenia, pojawiali się i znikali. Czasem zabijali a czasem zostali zabici, od to charakterystyczne dla tamtych czasów.


Strata własnego dziecka oraz widok dziecka męża, jakie zostało poczęte jeszcze przed ich poznaniem obudziło w Serenie gorszą stronę. Ze zaradnej, błyskotliwej wzbudzającej podziw kobiety wyszedł demon zdolny do zabójstwa małego dziecka. Można się zastanowić gdzie sumienie, czy zostało wyrąbane wraz z drzewami Północnej Karoliny?

To co fantastyczne w filmie to krajobrazy, świetne górskie otoczenie. Piękne drzewa, które niestety zostały wycięte. Ale wybór prosty, albo modernizacja albo przyroda. Jednak mamy szczęście, że nadal takie piękne rejony istnieją i mamy co podziwiać czy też dysponować odpowiednimi terenami pod kręcenie filmów. Ogólnie film aż skłania nas do wyjazdu w góry, aby podziwiać resztki przyrody jakie jeszcze pozostały.


Film sam w sobie nie jest dobry. Historia ta przedstawiona jest zdecydowanie niefortunnie. Sytuacje, które mogłyby być bardziej rozwinięte zamykają się po jednym wątku. Z kolei coś niewymagające dalszej rozbudowy jest wydłużane, w wyniku czego momentami się przynudzamy. Co widać zresztą po niskich ocenach Sereny.

Czyli obsadzenie głównych ról brylancikami Hollywood nie pozwoliła zdobyć zbyt dużej popularności. W plusach prócz tego oczywiście możemy wymienić krajobrazy jak i kostiumy co już wspomniałam, ale to dlatego, że jestem pod dużym wrażeniem.


Ten film zdecydowanie nie nadaje się do ponownego obejrzenia. Tak jak raz obejrzymy z ciekawości tak nie ma szans na powtórki, a przecież tak czasem bywa przy dobrych tytułach.