Zareklamuj się – podsumowanie

W zeszłym miesiącu, na blogu pojawił się post. Szybko wzbudził spore zainteresowanie, a jednocześnie okazał się najbardziej popularnym postem u mnie.

Jeśli jednak nie mieliście okazji przeczytać, to zapraszam : Zareklamuj się, a później wracajcie do podsumowania.

Rekord został pobity również w komentarzach, bo napisaliście ich aż 20. Prawie jak na konkursie. Ale cieszę się, przeczytałam każdy.

Zaskoczyło mnie to, że nie posypał się spam pod tym postem. Zamiast tego posypał się pod odnośnikiem do postu na chociażby facebooku. Było tego zaskakująco dużo, prawie jak pod postem ” nowe wpisy „. Nawet nie zadali sobie trudu kliknięcia w obrazek, tylko od razu zbombardowali tym swoim ” obserwuje, wejdź na bloga i też obserwuj”. 

Jednak wracając do tych wartościowych komentarzy. Pierwsze jakie się pojawiły to obnażające moją akcję, cieszę się. 

Interesujące,spodziewam się, że za parę godzin będzie tu mnóstwo komentarzy i zaproszeń do swoich uroczych blogasków 🙂 Czy to eksperyment? Jeśli tak, ja postoję z boku i poobserwuję reakcję tłumu. Zwłaszcza tego małoletniego. – Meduza

Niestety, nie było małoletniego tłumu, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że byli zbyt leniwi by wejść w post a co dopiero przeczytać. Nie było mnóstwa komentarzy w parę godzin, ani zaproszeń! 

Wśród niektórych komentarzy, okazałam się mężczyzną. Ale to nic. Ważne, że nie było „kom za kom”. Ale warto zwrócić uwagę, na kogo blogu się udziela, zwłaszcza że tekst nie jest pisany w formie bezosobowej. Niezłą wtopę można zaliczyć. 

Niektórzy skorzystali z okazji, a jednocześnie wykazali się oryginalnością. 

Kiedy przebiegłem maraton tyłem, moja znajoma powiedziała: „Bo jeśli coś wydaje się niemożliwe, to przychodzi Kamil i to robi.” O tym właśnie jest mój blog. – Kamil 

Nienawidzę jednak sytuacji, kiedy ktoś wpada do mnie tylko i wyłącznie po to by zaprosić na swojego bloga. Nienawidzę, gdy ktoś komentuje pomimo, że nie przeczyta treści notki. Cieszę się, że post został zrozumiany już przez pierwszych komentujących. A co do blogów, do niektórych dotarłam. Nie musieliście pozostawiać linków, coś innego zachęciło mnie do odwiedzenia waszego bloga. Disqus ma to do siebie, że łatwo znaleźć bloga komentującego.  Swoją drogą, nie wszystkim odpowiadał taki system komentarzy. Sorry, według mnie najlepszy. 

W komentarzach znalazło się sporo osób, które pomimo, że nie korzystają z Disqus to zostawili po sobie ślad. Więc chyba nie ma w tym nic trudnego, nawet jeśli na co dzień nie korzysta się z tego systemu.

Ludzie wchodzili drzwiami i oknami, jeśli nie pozostawić komentarz to sprawdzić ilu to już zrobiło. Ale znaleźli się również tacy, którzy pozostawili aż dwa. Nie wiem czy to dlatego, że nie pamiętają swojego pierwszego czy tylko dlatego by zwrócić na siebie większą uwagę. 

Jedni pozostali na dłużej a przynajmniej próbowali zaznaczyć, że przeczytali więcej jak jeden post. Mam nadzieję, że nie robicie mnie w konia.

Wyszło lepiej niż się spodziewałam, bo praktycznie każdy komentarz mnie zaskoczył na plus. Nie znalazły się tu żadne „kom za kom”. Trafili fajni ludzie, kreatywni. Cieszę się, że pomimo tego całego burdelu jaki powstał w blogosferze nadal są tacy, którzy piszą i lubią to robić. 

PS. Nie zapomnij dać lajka na fejsie : https://www.facebook.com/ielgrey