Burze są fajne

Kilka dni temu, internet obiegały informacje o nadchodzących burzach, tych groźnych z piorunami i wichurami.

Nawet się nie wtajemniczałam, przyznaję. Bo niby burzy nie widziałam? Wiadomo, że jak upały straszne to musi przyjść burza. Jednak nie spodziewałam się, że będzie aż tak złośliwa dla mnie i mojej okolicy.


Obudziłam się o 5 rano, wiało potwornie, do tego deszcz i pioruny. No zdarzało się i tak, jednak wtedy postanowiłam wyjrzeć zza okna. Drzewa wysokie, krzaki masywne, a wszystkim szarpało. Coś jakby wyrywana rzepa z Familiady?

Wtedy przypomniały mi się wszystkie amerykańskie filmy, w jakich występowała trąba powietrzna. W moich oczach już latały świnie, krowy, a wraz z nimi samochody i traktory. Zaczęłam już obmyślać, które pomieszczenie w piwnicy spełniłoby rolę schronu. Takiego no wiecie, amerykańskiego, prosto z filmu.

Nie potrafiłam zasnąć, więc w mojej głowie takie, a nie inne myśli gromadziły się. To chyba efekt przedawkowania filmów. Nie wiem, ale chyba potrafiłabym zorganizować się, gdyby nagle ogłosili alarm lub w oddali szalało tornado.

Jednak jak już ta wichura przeszła, a mój dach nadal był na miejscu, spokojnie mogłam iść spać. Było przed szóstą, a to nie jest moja pora wstawania. Słyszałam, że padł prąd, ale to też często się zdarza, tak na chwilę.

Obudził mnie pies, chciał siku. Wiadomo, sam nie wyskoczy na podwórko załatwić swojej potrzeby. Więc wychodzę, patrzę a wszędzie pełno zieleni, powyrywanej, rozdmuchanej. Prądu wciąż nie było, a zasięgu również brak. Co dziwniejsze, nie odbierało radio.


Zabawy na podwórku

Pierwszy dzień bez prądu, a ja zauważyłam jak dzieci bawią się na podwórku. Co prawda wiedziałam, że w sąsiedztwie są dzieciaki, ale nie często bawili się na zewnątrz. Po mniej więcej 2-3 godzinach nie było już słychać hasła: „berek”. Więc to tyle z zabawy. Pamiętam, gdy bawiłam się na podwórku wraz z ekipą, jak wyszliśmy wczesnym rankiem tak do wieczora mieliśmy fazę na wymyślanie coraz to dziwniejszych zabaw, a przerwa była tylko na obiad i siku. Więc byłam zaskoczona, że dzieci nie wytrzymały więcej niż 3 godziny.

Uzależnienie od telefonu

W nieświadomości dzień upływał, a wraz z nim bateria w telefonie. Nie chciałabym wrócić do czasów, gdzie lansem był snake na telefonie. Jednak, gdyby tak mój iPhone wytrzymał tyle co stara Nokia, byłoby świetnie. Ciągłe przeglądanie poczty, twittera czy facebooka. Musiałam o tym zapomnieć.

Zapomniane gry planszowe

Podczas tej awarii prądu, mój młodszy brat przypomniał sobie o istnieniu gier planszowych, jakie tylko kurzyły się na półkach i w szufladach. Więc nasz wieczór mijał to na grze w Scrabble czy też statki. Chociaż jeśli chodzi o tą drugą, lepiej grało się w nią klasycznie-na kartkach, niż na specjalnej do tego przygotowanej planszy z wypasem. Graliśmy również w państwa-miasta jak i jenge. Jak już wszystko się znudziło mojemu bratu, zagraliśmy w pokera. Chociaż nie wiem, czy ta gra miała coś wspólnego z pokerem. Ale miał frajdę z wygrywania, a ja się cieszyłam, że pieniądze te nie były prawdziwe.

Odsypianie

Nie pamiętam kiedy tak jak podczas tej awarii się wyspałam, nie było kuszących seriali ani internetów. Nie było nic,  a książkę słabo się czyta przy takim słabym blasku z świecy czy latarki. Nie pamiętam kiedy tak wcześnie kładłam się spać, bo przed północą.


Przypomniała mi się, podobna awaria prądu. Również spowodowana wichurą, ale śnieżną. Znalazłam całe mnóstwo plusów wynikających z braku prądu podczas zimy. Wtedy prądu nie było chyba tydzień, nie byłam jeszcze tak uzależniona od telefonu bo chyba nawet go nie miałam, za internetem czy telewizją też nie tęskniłam. Generalnie całe dnie wtedy spędzałam na podwórku, budowaliśmy igloo lub bałwany. Nie obyło się bez amatorskich niby skoczni narciarskich-Małyszomania na maksa. A lodówkę łatwo było zastąpić zaspą śnieżną, pamiętam do dziś jak w garnkach wszystkie mrożonki lądowały pod głęboką warstwą śniegu. Było fajnie i tak bardzo survivalowo.


Teraz co prawda lodówka dała radę, ale prąd przyszedł w ostatniej chwili. Gdyby nie włączyli, zapewne cała zawartość lodówki wylądowałaby w koszu.

Jednak sąsiedzi poratowali się w inny sposób. Wszystkie najbliższe sklepy zostały zaatakowane przed ludzi, którzy rzucili się na agregaty. Czyżby nie potrafili wytrzymać nawet doby bez prądu? Mnie to śmieszy, długo nie polansowali się tym prądem wygenerowanym na własną rękę.

Skutki burzy zaskoczyły wszystkich, nawet drogowców bo ci nawet jeszcze nie pousuwali wszystkich drzew, które połamały się podczas tej wichury. Jadąc w jakimkolwiek kierunku od mojego domu, towarzyszą połamane drzewa jak i cały bajzel tym spowodowany.

Zaskoczeni byli również panowie z energetyki, którzy dopiero po dwóch dniach potrafili przywrócić okoliczne wsie jak i miasta do prądu. Witaj XXI wieku.