Internet oszalał, a ja muszę przyglądać się z boku. Thorn.

Internet oszalał na punkcie najnowszej książki Kominka, to znaczy Jasona Hunt. Tak, jeśli zastanawiałeś się co to ten Thorn, to właśnie ta książka.


W zależności od roku możemy wyróżnić dwa dni, które totalnie należą do Kominka. Jeden z nich to właśnie dzień publikacji popularnego rankingu blogerów, w którym tak czy siak się nie znajdziesz. Jeśli chodzi o drugi dzień, to tak jak wspomniałam zależy on od roku, od tego jak pracowite pszczoły były i ile wróbelków przyszło na świat. Drugi dzień to ten, w którym ukazuję się jego książka.

Wraz z nowym udoskonalonym poradnikiem dla blogerów, w internecie roiło się od zdjęć książek, z każdej perspektywy, w każdym świetle i generalnie z każdym instagramowym filtrem. Było gorąco, prawie jak podczas tegorocznego lata, tylko nie za sprawą słoneczka. Było głośniej niż podczas premiery nowego produktu Apple.


 

Już wtedy byłam spóźniona, paczka przyszła do mnie dzień później niż do większości. Wygląd książki już nie był taki atrakcyjny jak zapowiadano, bo skoro widziałam ją w każdej możliwej pozycji. Na całe szczęście inaczej było z zawartością, bo recenzji i refleksji na temat ksiązek pojawiło się nieco mniej. Tak jakby więcej ludzi kupowało książkę dla zrobienia fotografii, aniżeli przeczytania. Nie wiem. W każdym razie, w momencie w którym paczka przyszła do mnie było już za późno na: Wow, nowa książka kominka! Wtedy było tylko: Wow, wreszcie przyszła i do mnie!

Podobnie jest z jego najświeższym dziełem. Powieść motywacyjna cieszy się tak dużym zainteresowaniem jak poradnik dla blogerów. Pierwsi już dostali swoje egzemplarze, a wraz z nim list, jeszcze mokry od atramentu pióra kominka. Cały internet oszalał, wszyscy publikują zdjęcia książki, kartonu w którym przyszła i generalnie jest tego więcej niż plakatów Greya podczas premiery 50 twarzy. Staram się to omijać, ale nie ma jak, bo wszyscy krzyczą głośno o książce Thorn. 


 

Najlepsze jest to, że tak jak oni zamawiam pre-order. Pech chciał, że moja poczta mnie nie lubi i zawsze zmusza moje paczki do podróżowania po licznych miastach. To nie dzieję się tylko w przypadku książek Kominka. Bo wtedy oznaczałoby to tyle, że Kominek mnie nie lubi. Po prostu poczta mnie nie lubi. Dzisiaj omijam internety, nie chcę zepsuć sobie niespodzianki, a jutro standardowo będzie: Wow, wreszcie przyszła i do mnie! 

Cóż, przynajmniej mam plany na inny wieczór niż dzisiejszy, na kiedy? To już pytanie dla poczty.