Do utraty sił

Emocje i wspaniała charakteryzacja Jake’a Gyllenhaal. Dla niego oznacza to jedno-szansę na nominację, a dla nas? Dobrze spędzony czas.

Muszę przyznać, że lubię zarówno dramaty o tematyce sportowej, jak i filmy z udziałem Jake’a. Więc nie mogłam przeoczyć tej premiery. Co prawda pilne sprawy przełożyły mój wieczór w tak doborowym towarzystwie, ale obiecałam sobie nie czytać żadnych opinii odnośnie tego tytułu. Tak żeby pozostawić sobie czystą niespodziankę. Więc tylko ostrzegam, żebyście nie czytali tego przed obejrzeniem. No chyba, że wam wszystko jedno lub koniecznie chcecie dowiedzieć się czy warto.


 

Do utraty sił maxresdefault

Billy Hope, odnoszący sukcesy na ringu bokser wagi półciężkiej zdobywa mistrzostwo w swojej kategorii. Hope ma specyficzny styl walki, prawdopodobnie więcej ciosów przyjął aniżeli oddał, ale to właśnie to nakręca go do ostatecznego zwycięstwa. Jest szczęśliwym ojcem i mężem, co wyraźnie podkreśla przy każdej okazji. Wszystko się zmienia w ułamku sekundy, po której mistrz wagi półciężkiej musi stanąć na nogach, dla córki.

Southpaw-TVSpot-03No cóż, tak jak to w dramatach bywa musiało stać się coś tragicznego. Tym razem była to śmierć żony, w którą wcieliła się Rachel McAdams. Mówcie co chcecie, ale ona kojarzy mi się tylko i wyłącznie z płaczliwymi produkcjami, dramatami. Wręcz czasem się zastanawiam, czy nie jest ‚zaklepana’ do tego typu scenariuszy. Tutaj nie miała dużego pola do popisu.

Film jest dobry, a nawet więcej niż dobry. Co prawda możemy nazwać go też przewidywalnym, no od początku wiedzieliśmy jak się skończy. Mimo to całość wypadła na tyle dobrze, by nie oceniać go negatywnie za to.

Zazwyczaj gdy mieliśmy do czynienia z dramatem sportowym był to film biograficzny, jednak tym razem nie jest to film na podstawie historii prawdziwej. Co szczerze mówiąc wpływa tylko na plus. Zazwyczaj przy produkcjach biograficznych doszukujemy się tej prawdziwości, autentyczności. Czasem ją znajdujemy, ale często nie potrafimy, co odbija się na naszej ocenie filmu.

Genialna charakteryzacja Jake’a

Jake Gyllenhaal, czyli aktor kameleon. Kolejny raz udowadnia, że z przypadku to on nim nie jest. Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny miałby grać w tym filmie, by ktoś inny tu miał budzić w nas tyle emocji co on. Potrafi zagrać każdego, a przede wszystkim jest przekonujący w swoich rolach. Co niewątpliwie mogliśmy zobaczyć na ekranie. Dodatkowo szacunek dla Jake, bo dla filmu przeszedł kompletną metamorfozę. Na ringu nie zastąpił go żaden dubler, bowiem Jake dla filmu trenował boks i to nie raz w tygodniu by tylko wiedzieć jak zakłada się rękawice. Trenował tak samo jak ktoś kto zawodowo zajmuje się obijaniem przeciwnika na ringu. Stąd może taka prawdziwość w Billym Hope. 089d2233d40abba13c80d98eff7436ed


Na pochwałę zasługuje nawet Oona Laurence, która wcieliła się w córkę boksera. Było w niej coś, co odróżnia ją na tle innych dziecięcych ról w poważniejszych produkcjach, choć nie możemy powiedzieć, że grała ona główną rolę.

Ścieżka dźwiękowa, może to zbyt duże słowo w przypadku tej produkcji. Mimo to wypadła całkiem ok, kawałki Eminema idealnie wpasowały się w kluczowe momenty filmu.


Cała droga jaką musiał przejść Billy Hope po upadku była naznaczona minami. Już na samym początku jego przyjaciel, a jednocześnie manager Jordan Mains podłożył mu nogę dla własnych korzyści. Stracił pieniądze, szacunek oraz córkę. Powrót kosztował go wiele trudu, tego fizycznego. Jak dobrze, że w końcu trafił na kogoś kto potrafi trenować i dotrzeć do swojego ucznia(Tick Wills).


Na takie produkcje to ja mogę czekać. Choć fabuła nie była oryginalna tak każdy element, który tworzy film sprawił, że historia oklepana potrafiła zaciekawić widza. A bądźmy szczerzy, ostatnio to nie jest czymś tak oczywistym.