Supergirl supergniotem

Choć premiera serialu zaplanowana jest dopiero na październik, tak ponownie jak w przypadku The Flash wyciekł do sieci pilot serialu. Po obejrzeniu pierwszego odcinka padł jednogłośny werdykt, serial jest gniotem. Postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak źle, a może odbiorcy są przyzwyczajeni, że w bohaterów lepiej bawią się panowie.

Bohaterką serialu jest kuzynka Supermana. Postać ta po raz pierwszy pojawiła się w komiksach w 1959 roku, początkowo była to postać drugoplanowa w komiksach Supermana i innych seriach związanych z tym bohaterem. Jednak po pewnym czasie doczekała się własnej serii. Dlatego też mamy okazję zobaczyć ten serial, choć pierwszy film o tytułowej bohaterce powstał w 1984 roku, ale nie zyskał dobrych opinii, może dlatego do tej pory nie doczekał się nowszej odsłony.


 

Serial rozpoczyna się rozpaczą, łzami, a wszystko to ma miejsce na odległej planecie Krypton, z której w ostatnich chwilach udaję się ewakuować Supermana no i jak się okazuję Supergirl. Jednak w wyniku galaktycznych turbulencji czy też po prostu wybuchu planety statek, w którym leciała Kara wylądował na innej planecie niż zaplanowano lot, bo nie na Ziemi. Rozbiła się na planecie, na której nie mijał czas. W wyniku czego po 24 latach nadal była w wieku, w którym została wysłana z ważną misją tuż za Supermanem na Ziemię, miała 13 lat. Wtedy też uratował ją kuzyn, podrzucając ją do rodziny, która pomogła mu zrozumieć jego moce. Spokojnie, to tylko mały zwiastun przeszłości Kary, bo teraz to dopiero się rozpocznie czas absurdów.

Teraźniejszość. Kara to niepozorna dziewczyna, harująca jak wół jako asystentka, szefowa nawet nie zna jej imienia. Możemy ją tutaj porównać z serialową brzydulą. Kara nie wyróżnia się wśród tłumu, a okulary które nosi nie są korekcyjne. Bo jak się okazuje to randomowy przedmiot, który ma nie wyróżniać mieszkańca Kryptonu na innej planecie, a tak serio, czy to nie urocze, że zarówno Supergirl jak i Superman w swojej szarej codzienności kryją się za okularami?

[lgc_column grid=”45″ tablet_grid=”45″ mobile_grid=”100″ last=”false”]W pilocie poznajemy chłopaka, który totalnie jest w niej zadurzony, a przynajmniej tak mu się wydaję. A już w późniejszych minutach staje się asystentem superbohaterki, tylko asystentem. Bo jej serce zdobywa James Olsen, ktoś kto jest jej łącznikiem z Supermanem. A przynajmniej to wychodzi później. Czemu James, a nie Jimmy tak jak to w oryginale było? Kolejny drażniący mnie szczegół. [/lgc_column]melissa-benoist-on-the-set-of-supergirl-in-los-angeles-02


Pod wpływem dramatycznej sytuacji, Kara przemienia się w superbohaterkę. Miała do wyboru, albo pozostać zwykłą dziewczyną, albo uratować swoją siostrę i pokazać światu swoje umiejętności. Wybór nie był trudny, od dawna czuła chęć pomagania mieszkańcom Ziemi, w końcu po coś miała te super moce. Uratowała samolot, czyli zrobiła dokładnie to samo co sam Superman, gdy zapoczątkował modę na rajstopy wśród bohaterów.

Oczywiście przed tym zajściem Kara musiała udać się do ciemnej uliczki, tak jak to robi każdy superbohater, który zostaje wezwany do akcji. Ciemna uliczka, takie przewidywalne. Dobrze, że już wtedy nie miała swojego super stroju pod ubraniami, bo to byłaby przesada. Supergirl-pilot

Jednak później ze strojem to się już nie rozstaje. Co mogliśmy widzieć w scenach, w których rozrywa swoje koszule. Serio, nie mogła po prostu rozpiąć guzików tylko musiała rozrywać koszulę? Tak jak robił to Superman? Czy Supergirl nie mogła opracować innego patentu na tą transformację z Kary na Supergirl?!

W pewnym momencie do rąk szefowej Kary ląduje jak sama wspomniała czyste zdjęcie Supergirl. Jak wiadomo Kara nosi strój i pelerynę, ale nie nosi maski. Mimo wszystko nie rozpoznała w niej swojej asystentki. To śmieszne, ale powtarzane we większości produkcji, gdzie głównym bohaterem jest superbohater. No, albo to te okulary.

Wróg

Jak się okazuję, podczas swojej podróży zniszczyła więzienie, które sobie dryfowało wolno po galaktyce. Uwalniając dzięki temu groźnych przestępców. Oni zapewne siedzieli za coś więcej, niż zabicie swoich żon, dzieci. Jednak, jakoś ten motyw wydaję mi się zabawny, Tak serio zabawny, nie widzę totalnie dalszych odcinków. Zwłaszcza, że pierwszy był taki obszerny.

A to jak się rozprawiła z pierwszym wrogiem było takie słabe.

Oglądając pierwszy odcinek poznaliśmy jej przeszłość, teraźniejszość a nawet przyszłość. Czy serial czymkolwiek nas zaskoczy?

No i ten irytujący początek: My name’s …