O co chodzi w serialu Limitless

Pamiętacie Eddiego z Limitless? Co powiecie na serial pod tym samym tytułem, który opowiada historię innego człowieka, który tak jak Eddie poprawia sobie życie NZT.


Serial znalazłam przypadkiem, przy okazji walki z przeziębieniem pod ciepłym kocem. Prawie zawsze seriale, które znajduję przez przypadek okazują się czymś cholernie dobrym. W tym przypadku wiem jedno, nie rozczaruję się tak jak przy Jessice Jones.

Przede wszystkim, warto sobie przypomnieć film Limitless gdzie w główną rolę wcielił się Bradley Cooper. Film, który był zaskoczeniem dla wszystkich, tym miłym oczywiście, doczekał się pewnego rodzaju kontynuacji w postaci serialu. Nawet jeśli pierwsze minuty pierwszego epizodu na to nie wskazują tak później NZT i Eddie Morra nie dają nam o tym zapomnieć. Jednak tym razem nie jesteśmy cieniem Eddiego, a Briana. Chłopaka, który początkowo bardzo przypomina nam tego przybitego człowieka na dnie, jakim był Eddie Morra przed zażyciem tajemnej pigułki.

cbs_limitless_101_clip1_640235_640x360

Briana poznajemy, gdy wiedzie powiedzmy przeciętne życie. Chociaż nie wiem czy tak możemy nazwać mężczyznę przed 30, który od czasu do czasu podejmuje się tylko dorywczej pracy. Brian pomimo upływu czasu wciąż żyje nastoletnimi marzeniami o karierze muzycznej. Na tle całej rodziny wypada najgorzej, taka typowa czarna owca przy każdym rodzinnym obiedzie. Wszystko się zmienia, kiedy po latach spotyka przyjaciela, który częstuje go wyjątkowym cukierkiem. Tak jak w przypadku Eddiego dostaje silnego kopa, jego mózg zaczyna pracować na najwyższych obrotach, a to co kiedyś było dla niego niemożliwe nagle staję się czymś normalnym.

W rolę Briana wciela się Jake McDorman, aktor który od czasu do czasu pojawiał się w filmach, zazwyczaj w komediach, które jakiegoś szczególnego wrażenia na nikim nie zrobiły. Ten serial, to jego pierwsze poważnie wyzwanie i póki co daje radę.


Jak to bywa przeważnie, zdania widzów na temat serialu są podzielone. Niektórzy zachwalają, inni z kolei negują. No są gusta i guściki. Jednak szczerze mówiąc, serial ma bardzo mało wad. Jestem już po kilku odcinkach, a serial trzyma równy poziom. Jest zarówno ciekawy jak i zabawny.

Serial jest bezbłędny jeśli chodzi o duże i małe wątki, no wiecie te zawarte w każdym pojedynczym odcinku jak i ten jeden główny, którego szczegóły poznajemy stopniowo, w ciekawy sposób. Przede wszystkim są one nieprzewidywalne i dopełniają się, nie są wyrwane z kontekstu jak to niestety często bywa. W Jessice Jones brakowało mi ciekawych pojedynczych wątków, tam było za dużo sytuacji, które nijak miały się do głównej sprawy. Z kolei tutaj całe 40 minut jest przepełnione elementami, które tworzą jedną spójną całość i za to duży plus ode mnie mają, bo to właśnie takie rozwiązania przykuwają widza na dobre.

W serialu odkryjemy sporo ciekawych faktów, a to wszystko dzięki Brianowi pod wpływem NZT, który po prostu jest zdolny do wszystkiego. Czasem tylko miałam wrażenie, że ci wyżej nie wykorzystują jego potencjału za dobrze, ale to kwestia rozkręcenia się. Twórcy słusznie nie pokazują wszystkich możliwości Briana na samym początku.

Limitless momentami przypominał mi White Collar, jeśli widzieliście serial o tym kreatywnym złodzieju domyślacie się o co chodzi. Przede wszystkim współpraca z FBI, choć Brian nie ma wyroku i bransolety na nodze tak pełni identyczną rolę jak Neal w wydziale białych kołnierzyków. Z tą różnicą, że u niego to było naturalne, a nasz Brian naturalnie to nie ma aż takich zdolności jak i gustu. Z kolei rolę opiekuna ma również osoba, która na pierwszy rzut oka jest denerwująca i sztywna. Choć wydaję mi się, że Rebecca będzie czymś więcej jak opiekunem a nawet przyjacielem, to już teraz widać.

CBS_LIMITLESS_105_CLEAN_IMAGE_thumb_Master

 Oczywiście wrzucam zwiastun serialu, żeby jeszcze bardziej was zachęcić: