Marsjanin

Zanim zasiądę do oglądania filmu patrzę na ocenę, zwiastun, lecz nigdy nie jaram się jakoś szczególnie, wolę nie nastawiać się, że coś będzie super. Bo wiecie, zazwyczaj takie nie jest

Marsjanina tak czy siak planowałam obejrzeć, przeczytać. Kolejność narzuciła się sama z siebie, w momencie gdy odpaliłam film w moim prywatnym kinie. Nie potrzebowałam dużo czasu, by stwierdzić, że jest to coś niesamowicie ciekawego. Wierzcie mi, taka właśnie jest historia Marka Watneya, którego poznajemy w filmie.


591191_1.1-761x507

Wszystko zaczyna się w momencie, w którym wcześniej wspomniany astronauta Mark Watney zostaje na Marsie sam. Jednak ten fakt go nie załamuje. Nie ma co się dziwić, przecież osoby wysyłane w kosmos muszą być odporne psychicznie i przygotowane na wszystkie ewentualności. Cała ta historia przypomina mi Cast Away, tylko tym razem nie podglądamy człowieka na bezludnej wyspie, a na obcej planecie.

Niezwykła chęć życia, przetrwania to coś co obserwujemy całe dwie godziny. Mark już pierwszego dnia robi plan dotyczący kolejnych miesięcy w samotności. Wiedział, że musi obliczyć racje żywnościowe nim zasiądzie i pozjada smutki. Jako, że z wykształcenia jest botanikiem szybko wykorzystuje ziemniaki jako sadzonki by zwiększyć ilość jedzenia. Prawdopodobnie gdyby nie to, to po prostu zmarłby z głodu. Dobra, sadzi ziemniaki i zapytacie co z tego. Ano tyle z tego, że Mark wyhodował ziemniaki na własnych odchodach i gdyby nie fakt, że ma głowę nie od parady to wykorzystałby całą wodę, którą miał do picia na podlewanie tych roślinek. Astronaucie nie brakuje też samozaparcia w zdobyciu sposobu na skontaktowanie się z NASA. Sami się zdziwicie, jak wiele można osiągnąć jeśli po prostu ma się chęć.

Cały film jest zrobiony po mistrzowsku. Zdjęcia jakie są wykonane możemy uznać za perfekcyjne. A samo dążenie twórców do jak najlepszej ekranizacji książki też jest godna podziwu. Właśnie, bo nie wspomniałam, że Marsjanin to ekranizacja książki o tym samym tytule. Nie mamy tutaj historii prawdziwej, więc nie wyszukuj teraz Marka, by poznać w ilu procentach jego historia zgadza się z tą przedstawioną w filmie. Mark to postać fikcyjna, a cała ta książka jest w gatunku fantasty. Lecz mimo to widzimy, że blisko jej to realizmu. Jak się okazuje, wiele z tych technologii jakie poznaliśmy podczas seansu, czy też czytania książki istnieją, bądź trwają pracę nad stworzeniem czegoś takiego. Zatem historia ta jest wiarygodna, po prostu. Zwłaszcza, że potencjalny widz nie ma bladego pojęcia o tych wszystkich technologiach, jakie wykorzystywane są w ekspedycjach na Marsie.

Książkę napisał Andy Weir, który jest inżynierem więc stąd tak wiele realistycznych faktów, urządzeń. Generalnie historia o tej książce też jest zabawna. Jak się okazuje, Andy nie miał zamiaru pisać książki, pisał on zaledwie opowiadania na swojej stronie internetowej, które po pewnym czasie znalazły się na ebooku, który był udostępniony za symboliczną cenę. Szybko jednak został uznany za bestseller i właśnie pod tym hasłem znajdziesz książkę dzisiaj w księgarniach.

12676581

W rolę główną wciela się Matt Damon, nie jest to nowa twarz w kinie, jednak jest to chyba jego pierwsza tak poważna produkcja w ostatnich latach. Zazwyczaj gdy widziałam go w filmach, jego gra aktorska była przeciętna, jednak tutaj widzimy, że zrobił postępy. Bo gdyby nie jego dobra gra aktorska to mielibyśmy tylko przeciętny film, który miał genialne prognozy. A mamy genialny film w fantastycznej obsadzie, który ma szansę zdobyć nawet Oscara.

Reżyser filmu jest dobrze znany każdemu, kto lubi tego typu kino. Ridley Scott ma na koncie kilka dobrych filmów, choć sam Prometeusz do nich nie należy.

Film jest genialnym obrazem, który pokazuje walkę z ludzkimi słabościami, a wszystko to dzieję się w miejscu, które interesuje każdego człowieka. Bo czy istnieje ktoś, kto na hasło: kosmos, Mars; nie zastanawia się, jak to rzeczywiście tam jest?