Rodzina przy wigilijnym stole

Święte, święta i po świętach. Czyli coroczne hasło jakie pada tuż po przejedzeniu się wszystkimi świątecznymi potrawami.

Generalnie Święta są czymś ekstra. Bo to dobra okazja by jeść i nie przejmować się kaloriami, a na dodatek są to rzeczy, których nie jada się na co dzień. Barszcz z uszkami, makówka i wiele innych potraw, na które zawsze czekam cały rok. Jednak idea Wigilii nie opiera się tylko i wyłącznie na jedzeniu czy nawet maratonie filmowym tuż po. W Świętach chodzi o to by spędzić czas z najbliższymi, no i tutaj robią się schody.

Boże Narodzenie to czas, w którym wszystkie babcie, ciotki jakby zmówione robią z nami wywiad na temat naszego życia sercowego. Mało tego, bo nawet jak zaspokoimy ich ciekawość najlepszą wymówką to one drążą i drążą. Robi się to na tyle nie do zniesienia, że po pytaniu o dzieci dosłownie wolimy wyjść udając, że złapała nas biegunka. A tylko spróbuj powiedzieć coś w rodzaju: nie chcę o tym gadać, a potraktują to jako najważniejsze wyzwanie świąteczne i temat zostanie rzucony na cały stół. A wtedy wszystkie śledzie na talerzach stracą zainteresowanie wśród rodziny, przynajmniej na jakąś chwilę.

  • Masz już jakiegoś kawalera na oku?/ Masz już jakąś pannę na oku?
  • Czemu nie przyprowadziłaś tego kawalera?/ Czemu nie przyszedłeś z dziewczyną?
  • Kiedy zamierzacie się pobrać?
  • Kiedy dzieci?
  • A w kościele datę na ślub już omówiliście z proboszczem?

To tylko mały przykład, tak naprawdę jest tego o wiele więcej i jest to jeszcze bardziej denerwujące. Trzeba pamiętać również o tym, że nasze babcie na nasz widok uaktywniają się pod względem wspomnień. Nie tych związanych z nami, kiedy to przebierały nam pieluchy. Chociaż to w sumie też, ale nie te wspomnienia są denerwujące.

  • Ja w Twoim wieku to miałam już drugie dziecko w drodze. 
  • Ja w Twoim wieku to już dawno byłam po ślubie. 

Generalnie wszystkie te wspomnienia opierają się na słowach: za moich czasów. No i właśnie po tych hasłach pojawiają się wspomnienia z porównaniem naszego życia. Dla nich komputery to głupie i nikomu niepotrzebne urządzenia, których kiedyś nie było.

Lecz ta cała gadanina nie opiera się tylko i wyłącznie na komputerach. Opiera się na naszych zainteresowaniach. Czyli jeśli powiemy babci, że chodzimy na fitness to ona nas wyśmieję mówiąc, że za jej czasów to fitness był jeśli pomagało się czy to przy polu rolnym, czy też zwierzętach gospodarczych. Ja przykładowo zawsze słyszę, że za czasów mojej babci chodziło się spać z kurami(wcześnie), a słyszę to dlatego, że ja osobiście preferuję nocną aktywność. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy jesteśmy tą czarną owcą w rodzinie.

Pomimo tych wielu minusów nadal myślę, że Święta to fajna sprawa. Nawet jeśli nasze babcie karmią nas na zapas i totalnie nie słuchają gdy wspominamy, że jesteśmy pełni. Jednak Święta tracą swój urok. Coraz trudniej o taką prawdziwą atmosferę. Coraz więcej sprzeczek i nikomu niepotrzebnych kłótni, zwłaszcza gdy spotkania rodzinne odbywają się często. Chyba łatwiej o prawdziwe Święta, jeśli w rodzinie jest dziecko, któremu wmawiamy historyjki o Świętym Mikołaju. Wtedy jest łatwiej odgrywać swoją rolę w tym wielkim festiwalu udawania.