Motywacja dla każdego

Występy motywacyjne i książki, jedni chwalą a drudzy narzekają na stracone pieniądze, zatem czy warto?

Wielokrotnie spotkałam się z opiniami, że wykłady motywacyjne to gówno. Nic one nie dają, kosztują kupę pieniędzy, a autor przez godzinę opowiada wykutą historyjkę uśmiechając się przy tym do publiki. Bądź co bądź każda głowa to pieniądz, czy ktoś by się nie uśmiechał w takiej sytuacji? W każdym razie muszę zabrać w tej kwestii słowo, a nawet ich kilka. Nie będę tutaj broniła każdego wielkiego czy mniejszego mówcy, który gada coś o motywacji bo niestety(choć może to i dobrze) nie słyszałam ich wielu. Nie gwarantuję, że zapisując się na lokalny wykład motywacyjny coś zyskasz, nie mogę i nikt nie może choć może oni twierdzą inaczej. Są różne sposoby na motywację i nie są nimi tylko wykłady czy też książki z ogromnym napisem MOTYWACJA. Wystarczy tylko spojrzeć ile ludzi nas otacza to na ulicy, to w supermarkecie lub na lotnisku. Dużo prawda? A teraz wystarczy uruchomić trochę tego od myślenia i zastanowić się jaki procent ludzi żyjących my widzimy. Każdy z osobna ma swój gust, swoje zdanie na taki czy inny temat. Poza tym, że noszą różne spodnie i buty to coś innego motywuje ich do tego co robią. Nie ma takiej rzeczy, która usatysfakcjonowałaby każdego człowieka na ziemi. Wyobraź sobie, że nie wszyscy zajadają się nutellą, nie wszyscy sięgają po odtłuszczone mleko. Owszem, czasem wystąpi moda na coś i większa część sięga po coś co może być fajne, tylko dlatego, że no właśnie-jest to fajne. Ale to tyle, bo nawet jeśli wzięli pod lupę grupę fanów Marvela to jestem pewna, że poza wspólnym uniwersum komiksów, o którym mogą gadać i gadać to tak naprawdę niewiele ich łączy.

Dążę do tego, że nie ma jednego sposobu na motywację dla wszystkich. No nie ma takiej możliwości i koniec kropka. Dlatego więc jedni potrafią wyciągnąć coś z tych wykładów motywacyjnych, a inni po prostu nie.

Są osoby, które mają całe biblioteczki książek o przeróżnych sposobach na „lepsze ja” i przeklinają każdy ten zakup, bo tak naprawdę w żadnej z nich nie znaleźli nic, co dałoby im kopa do działań. Osobiście czytałam takich kilka i szczerze mówiąc, nie żałuję żadnego zakupu. Jednak najchętniej polecam książki, które pod kategorią poradników nie leżą. Są to po prostu normalne historie osób, które odmieniły swoje życie za pomocą swojej wiary, nadziei i zapału, ale nie tego słomianego.

 Nie ma tego jednego sposobu na motywację, ale próbujemy bo szukamy tego własnego. Czy jest w tym coś złego?