Pisanie to fajna sprawa

Ale osoby utrzymujące się z pisania mają przerąbane.

Nie tylko dlatego, że prawie zawsze muszą być mega i super zorganizowani by wszystko miało prawo bytu. Najgorsze w tym wszystkim są przychodzące i odchodzące myśli. W jednej minucie napada człowieka myśl i pomysł co napisać. W głowie powstaje doskonały projekt tekstu, brzmi niewiarygodnie dobrze. Jednak właśnie, jeśli w głowie przeanalizujesz już calutki tekst i będzie on fajny to nigdy w życiu nie napiszesz fajnego tekstu. Wszystko dlatego, że siadając do komputera już nie jesteś w stanie odtworzyć tego, co brzmiało tak super w myślach. Trudno powiedzieć czemu tak się dzieję, lecz jest to strasznie irytujące.

Co prawda nie utrzymuję się z pisania i o moich umiejętnościach pisania też mogłabym dużo gadać, niekoniecznie w dobrym ujęciu. Sęk w tym, że od momentu założenia bloga czuję niepohamowaną potrzebę zapisywania moich spostrzeżeń. Najgorsze jest jednak to, że prawie zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy w momencie, gdy nie mam czasu usiąść i od tak napisać wpis na bloga. Przez pewien okres praktykowałam spisywanie tytułów, pewnego rodzaju tagów dotyczących wpisów. Jednak na nic się to zdało, bo w momencie, w którym mogłam coś napisać to te wcześniej spisane słowa za nic w świecie nie rodziły w mojej głowie tekstu. Nawet nie łączyły się ze sobą. Totalna pustka.

Nie piszę tego jako usprawiedliwienie ostatnich dni, bo to coś innego stoi za tym małym przestojem. Jednak teraz, w momencie gdy chcę wszystko przywrócić do czegoś normalnego, sprawnego to mam problem z pisaniem. Ten tekst piszę kilka godzin za późno. Tak czuję, a wszystko dlatego, że wpadłam na niego w momencie, gdy nie miałam czasu by pisać. W głowie narodził mi się pomysł i tak, chcąc się przechytrzyć chciałam to nieco zatrzymać, jednak mimo to powstał mały plan, mały projekt jak ten tekst mógłby wyglądać. Owszem, niby udało się bo to czytacie. Lecz wiem, że te kilka godzin wcześniej ten tekst brzmiał o wiele lepiej.