Utarte szlaki Arrowa

Czyli małe podsumowanie tego co działo się w 4 sezonie Arrowa, a działo się zbyt dużo.

Utarte szlaki Arrowa

Do dziś pamiętam jak duże wrażenie zrobił na mnie pierwszy sezon Arrowa, który pochłonęłam niczym lodowy deser w ciepłe popołudnie. Chyba to jest właściwe porównanie biorąc pod uwagę fakt, że akcja w pierwszym sezonie była gorąca, a sam serial był pewnego rodzaju orzeźwieniem jeśli chodzi o seriale. Oczywiście, że teraz jest tego dużo, dużo więcej bo i Netflix dołożył całkiem fajne seriale o superbohaterach Marvela. Od czasu pierwszego sezonu sporo się zmieniło, nawet sam strój Arrowa, który akurat był czymś dobrym w 4 sezonie, ale prawdopodobnie był to jeden jedyny dobry element najnowszego sezonu. Wszystko inne było naciągane, niestety sprawdziły się moje przypuszczenia i założenia, o których wspominałam tuż po zakończeniu 3 sezonu. Niestety cała ta magia zgubiła się tuż po drugim sezonie, ironią losu jest jednak fakt, że magia była czymś ważnym dla samego 4 sezonu ze względu na czarny charakter, z którym Arrow walczył cały sezon. Cały sezon był tylko i wyłącznie tańcem Olivera z Felicity oraz Arrowa z Damienem Darhkiem.

4939652-4632271561-latest

Źródło: Materiały prasowe

Felicity jest postacią pozytywną, jedną z niewielu bo to ona najdłużej przybierała jedno stanowisko wobec całego tego zła. Czwarty sezon z geniusza komputerowego i idealnego towarzysza(tylko towarzysza) zrobił z niej przygłupkowatą blondynkę, która nie wie czego od życia chce i tylko momentami przypominała sobie po co tak naprawdę dołączyła do zespołu Arrowa, a cały pozostały czas spędzała na rozkminach o plusach i minusach związku z Oliverem. Fakt ten niekorzystnie wpływał zarówno na ich „zawodowe” stosunki jak i na naszą zieloną strzałę.

olicity

Źródło: Materiały prasowe

Oczywiście serial ten nie obejdzie się bez śmierci i tragicznych zdarzeń. Tu też pojawiały się osoby, które rzekomo zginęły. Chyba nic mnie w serialu nie denerwowało bardziej niż zmartwychwstania, do których dochodziło w dziwnych okolicznościach. Kiedy więc doszło do śmierci, która prawdopodobnie jest tą prawdziwą i nijak nie możemy liczyć na powrót do żywych to jest mi smutno. Tak, Czarny Kanarek może często był irytujący, ale kiedy doszło do momentu, gdy musieliśmy się pożegnać z Laurel to autentycznie zrobiło mi się smutno, jak każdemu fanowi serialu. Co jak co, ale uśmiercają starych i dają nowych. Kto zginie w następnym sezonie, Diggle? Twórcy serialu wiedzieli w co uderzyć, by oglądalność serialu jeszcze bardziej spadła. Z kolei sam fakt śmierci i reakcja Olivera też była czymś dziwnym, bo rozumiem przyjaźń od wielu, wielu lat, ale on załamał się nieco bardziej więc tu rodzi się pytanie, skoro umarła jego wielka miłość to po co te gody do Felicity?

not-diggle-thea-or-felicity-this-person-may-be-the-person-who-dies-in-arrow-season-4-658265

Źródło: Materiały prasowe

Sam Malcolm stracił wyrazistość w serialu, z twardego sukinsyna zrobili z niego marionetkę, której koło nosa przeszła wielka posada, a wraz z nią stracił rękę. Oczywiście nie obyło się bez zemsty, ale to żadne zaskoczenie biorąc pod uwagę wcześniejsze akcje. A Thea, jak to Thea. Szumu wokół niej było mnóstwo, wokół jej zdolności i umiejętności, a także nowej miłości. Nie obyło się też bez dramatycznych sytuacji, do których jej tatuś dopuścił.

Z7K821N

Źródło: Materiały prasowe

Jedynym fajnym elementem był prawdopodobnie fakt, że pojawił się na krótką chwilę Constantine z serialu o tym samym tytule. Oczywiście fakt, że się pojawił był spoko, szkoda tylko, że tak to zepsuli bo jego 5 minutowa wejściówka w bunkier Olivera owszem wniosła coś, ale do fabuły totalnie nic i nie zapowiada się na to by cokolwiek się zmieniło, a szkoda. Również szkoda, że Liga samobójców to już nie to samo.

constantine

Źródło: Materiały prasowe

Curtis_Holt

Źródło: Materiały prasowe

W skrócie, najnowszy sezon skończył się nieco podobnie co ostatni. Tylko o ile ostatnio to Oliver opuścił swój zespół, tak to zespół zostawił go w najnowszym. Oczywiście, że to przejściowe, a w piątym sezonie ponownie będą ogromną wielką rodzinką, która zamiast grać w jengę to walczy z przestępczością, magią czy innym takim wytworem, którego nie sposób pokonać od tak bez 23 odcinkowej walki na odległość i bliż. A jedną z głównych bohaterek Laurel zastępują kolejnym sympatycznym mózgowcem. No, ale pozostało nam poczekać do kolejnego sezonu. Ciekawa jestem czy nareszcie się coś poprawi, zwłaszcza, że powinien to być ostatni sezon(5 lat na „wyspie”=5sezonów), a tymczasem niech Ollie cieszy się z posady burmistrza.