Gdzie jest Dory?

Czyli powrót do wodnej przygody jaką zaserwowali nam kilka lat temu z Nemo w roli głównej.

Do dziś pamiętam mój wypad do kina na film „Gdzie jest Nemo?”. A pamiętam dlatego, że był to jeden z pierwszych filmów (to nic, że animowany) który miałam okazję zobaczyć w kinie, tak no wiecie na dużym ekranie. Gdyby nie ten fakt to prawdopodobnie nie zostałoby to utrwalone w mojej pamięci. Bo pomimo, że było coś niesamowitego w tej bajce to generalnie Disney zazwyczaj nam serwuje dobre bajki. Co jak co, ale oni słyną z tego, że jak coś robią to porządnie. Wszystkie łączy przekaz jaki ze sobą niosą. Nie inaczej też jest w przypadku „Gdzie jest Dory”.

original

To co zrobili twórcy w bajce można dostrzec w wielu innych już produkcjach i zdecydowanie inni twórcy mogliby wziąć z nich przykład. Przenieść pierwszoplanową postać do chórku, a pobocznemu bohaterowi pozwolić zostać chórmistrzem. Tym też sposobem powrócili do znanego już wodnego otoczenia z postaciami przecież już znanymi. Jednak tym razem najwięcej było nie pomarańczowej rybki a tej niebieskiej, tej która kilka lat temu w wielu scenach mogła nas rozśmieszyć. Prawdopodobnie nikt wtedy nie pomyślał, że to Dory będzie główną bohaterką kontynuacji bajki o wodnych stworzeniach.

Dory cierpi na brak pamięci krótkotrwałej i fakt ten znany jest już nam z pierwszej części. To on też odpowiedzialny jest w głównej mierze za wiele zabawnych scen i anegdotek. Tym razem możemy poznać konkretnie historię Dory bo z nieznanego powodu zaczęła sobie przypominać pewne informacje na temat rodziny. Nic dziwnego w tym, że postanowiła to wykorzystać i znaleźć swoich rodziców. Dory jest tak sympatycznie zakręconą rybką, że już od pierwszych minut trzymamy kciuki za powodzenie tej misji. Tak jak w przypadku części pierwszej nie obyło się bez pomocy osób trzecich i to one nadają rytm całej tej podróży.

finding-dory-new-rgb-k207-26epub-f4357627ed_9985d0b5e1

Rybka pomimo choroby dzielnie płynie przed siebie i choć nie ma pewności ani dowodów czy rzeczywiście ma szansę odnaleźć rodziców to nie poddaje się. To własnie ta bajka uczy, że nie ma rzeczy niemożliwych nawet jeśli chodzi o kwestie, które wyglądają na te z góry przegrane a żadna niepełnosprawność nie przekreśla szans na sięganie po swoje pragnienie.

Oglądając film można nacieszyć oczy pastelowymi barwami tego co skrywa ocean i choć zarówno pierwsza i druga część opierają się na tym samym, bo na poszukiwaniach to zapewniam, że bardzo się różnią. Bo tak jak w przypadku pierwszej części wszystko miało miejsce w głębi oceanu tak w tej większa część akcji ma miejsce w oceanarium. Dodatkowo to ciekawie rozbudowane postacie, które Dory spotyka po drodze wpływają na korzyść odbioru. Każda z nich wnosi coś zupełnie innego i dodaje to czego może być w tej chwili brak. Przykładowo przyjaciółka Nadzieja, której imię odgrywa znaczącą rolę w filmie. Co więcej każda z tych postaci posiada swój urok i swoje małe ułomności. Wcześniej wspominana Nadzieja to niedowidzący rekin wielorybi, jest jeszcze zgorzkniała kałamarnica-kameleon i neurotyczna białucha arktyczna. Wszyscy są na swój sposób oryginalnie i zabawni a przede wszystkim każda z tych postaci przyczyniła się do osiągnięcia celu Dory.

Nie da się opisać tej bajki jednej słowem, jest czymś, czego zdecydowanie mało oferuje kino w dzisiejszych czasach. Czekam z niecierpliwością na kolejne bajki Disneya bo tylko ich produkcje animowane niosą ze sobą tak fantastyczną magię. w tym przypadku wiary.