Assassin’s Creed na dużym ekranie

Dla fanów gier komputerowych jest to pozycja obowiązkowa. Altair, Ezio Auditore da Firence, Ratonhnhaké:ton, Edward James Kenway, Arno Dorian, Shay Patrick Cormac..

Wcześniej wspomniane imiona to Assassinów z wydanych już gier komputerowych. Jeśli jednak mielibyśmy ogarnąć imiona wszystkich znanych Assassinów byłoby ich o wiele, wiele więcej. Jest to jednak dobry znak, nie szybko skończy się seria gier opowiadających o zabójcach. Lecz przejdźmy do jednego konkretnego, do filmu bo to o nim dzisiaj mowa.

Generalnie akcja filmu rozgrywa się w czasach współczesnych, konkretnie w 2016 roku. Mimo to mamy do czynienia z Assassinem znanym jako Aguilar, a ten żył w w XV-wiecznej Hiszpanii. Skąd w 2016 roku wziął się Aguilar? Ano jego potomek Callum Lynch miał okazję pobawić się w nieco bardziej zaawansowanej wirtualnej rzeczywistości(choć nie wiem czy powinnam użyć tego porównania) i przenieść się we wspomnienia swojego przodka. Oczywiście wszystko to działo się z konkretnego powodu, jak się okazuję walka Assassinów z templariuszami trwa po dzisiejszy dzień. 

Idąc na film próbowałam sobie przypomnieć wszystko to, co poznałam grając w gry o tym samym tytule. Doskonale wiem, że film jest na podstawie książki a nie gry, ale jakoś tak pomyślałam, że może będzie to miało coś wspólnego. Jakby nie patrzeć, wszystkie gry i książki „Assassin’s Creed” mają wiele wspólnego. Jednak już po pierwszych dwudziestu minutach wiedziałam, że film jest całkowicie inny. Oczekiwałam tej piętnastowiecznej Hiszpanii, jednak tej było dosłownie 10 minut w całym filmie. Zasadnicza akcja filmu rozgrywała się w nowoczesnym laboratorium, a Callum Lynch za sprawą swojego przodka stał się nikim innym jak zwierzątkiem doświadczalnym choć zarządcy tego nowoczesnego punktu chcieli wmówić mu zupełnie coś innego.

Justin Kurzel widać, że przepada za Michaelem Fassbenderem. Wydawałoby się, że lubi również tworzyć historyczne dzieła, szkoda tylko, że w produkcji o tak dużych oczekiwaniach skroił wszystko to co najważniejsze w Assassinowskich historiach. Owszem grałam w kilka tytułów o skrytobójcach i podobał mi się film, jednak dla wielkiego fana tej serii film ten będzie niczym innym jak beznadziejnym przykładem tego, że chęci to czasem za mało. Kurzel pomimo swoich pozbawił ten film tej epickości. To co zostało ucieszy przede wszystkim osoby, które nigdy nie miały do czynienia z Assassinem.

Gdzieś już w połowie filmu, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć sporo scen zarówno jeśli chodzi o Hiszpanię jak również rzeczywistość Calluma możemy zauważyć, że bohater poza faktem, że jest stworzony do zabijania to jest jakby taki mdły? Nic dziwnego, wszyscy bohaterowie, z którymi ma do czynienia Callum są tak samo dziwni. Sofia(Marion Cotillard) jako pomysłodawczyni całego projektu próbuję być miła, ale ostatecznie dała wrażenie zagubionej w relacjach jakie powinna mieć z poszczególnymi osobami. No i jeszcze te niewykorzystane postacie jak Moussa(Michael Kenneth Williams) i Maria(Ariane Labed), którzy nie mogli się wykazać jakoś szczególnie.

Film ma wiele defektów i niedomówień. Choć jeśli o niedomówieniach mowa to największym jest realizacja tego filmu. Owszem, produkcja dostarcza nam całe mnóstwo fantastycznych widoków, jednak większość ich nie przedstawia tego czego oczekiwaliśmy. Muzyka dopełnia całą akcję i to jej nie możemy nic zarzucić, bo całą resztę widzielibyśmy po prostu w nieco innej kompozycji. Lecz jeśli mowa o ekranizacjach książek i gier to jeszcze ani razu twórcy nie dostarczyli nam tego, czego oczekiwaliśmy. Prawdopodobnie jest to na tyle trudne zadanie, że ich próby przestawienia znanych nam ram wydają się jedyną słuszną decyzją w ekranizacji.

Trudno tutaj stwierdzić, że film był gniotem. Sama tematyka tego zabrania, jednak oczekiwałam czegoś innego i patrząc na ogólne oceny nie tylko ja trochę się rozczarowałam. Gdy pojawiły się ekrany końcowe byłam zaskoczona bo to końcówka dostarczyła nam najwięcej prawidłowej akcji, a ta powinna pojawić się wcześniej.