Przełęcz ocalonych: historia niemożliwa lecz prawdziwa

Filmy wojenne nie wzbudzają już tyle strachu co podziwu. Zwłaszcza jeśli przedstawiają życie bądź czyny osoby, która w tym czasie zdołała zrobić coś cudownego, nie dla siebie a dla innych. Historia Desmonda Dossa.

Druga wojna światowa. Desmond Doss to sympatyczny chłopak, który nie uznaje przemocy i okrucieństwa, dlatego też początkowo nie chce iść na wojnę by walczyć. Z czasem jednak zmienia zdanie, decyduje się wstąpić do wojska jednak nie po to by walczyć a ratować ludzi. Amerykanie toczą pojedynek z Japończykami o wyspę Okinawę, której zdobycie będzie oznaczać klęskę Japonii oraz koniec drugiej wojny światowej. Desmond Doss początkowo był nękany przez swoich towarzyszy za uczestnictwo bez broni, jednak ostatecznie to on wydostaje z ognia walki ponad 70 rannych żołnierzy.

Historie takie jak ta są idealnym scenariuszem na filmy. Bo o ile przebiegiem poszczególnych zdarzeń historycznych interesują się nieliczni to takie ekranizacje sprawiają, że poznajmy osoby, których nazwiska warto przytaczać gdy mowa o bohaterach. Desmond Doss to bohater w dosłownym znaczeniu takiego słowa. Pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych obdżektor (osoba odmawiająca odbycia obowiązkowej służby wojskowej z powodów religijnych, moralnych lub etycznych), który jako sanitariusz otrzymał Honorowy Order Kongresu oraz Medal Honoru za swoje heroiczne czyny.

Ten film  ma w sobie wszystko to co powinien mieć. Historia Dossa przedstawiona jest bardzo dokładnie, zaczynając od wczesnych lat dziecięcych, w których nabrał niezwykłej wiary w Boga. Możemy poznać jego rodzinę i wszystko to, czego potrzebujemy by zrozumieć jego decyzje. Takie rzeczy są niezwykle ważne w filmach biograficznych. Widzowie chcą zobaczyć nie tylko sam przebieg heroicznego czynu, ale także to co zbudowało w bohaterze taką a nie inną postawę. Moim zdaniem nie brakowało tutaj niczego, historia jest przedstawiona bezbłędnie i płynnie. Przy czym nie często możemy zobaczyć by tak potężna historia nie miała słabszych momentów, które przedłużają tylko całą produkcję.

Mel Gibson odwalił kawał dobrej roboty i jakby nie było zostało to docenione bo przecież nominacja nie pojawiła się bez powodu. W przypadku wygranej byłaby to już druga jego nagroda, która została przyznana za poczynania reżyserskie. A przecież jako aktor sprawował się też nieźle.

W filmie wojennym oprócz wojny mogliśmy zobaczyć miłość, którą bez wątpienia możemy nazwać taką prawdziwą. Jednak w pewnym momencie mogliśmy się zastanawiać czy to miłość do Boga, czy do Dorothy była tą ważniejszą i istotniejszą w życiu bohatera. A może nie powinniśmy wybierać tylko odebrać to jako jedną kluczową całość, która wraz z zdarzeniami z przeszłości odegrały tak ważną rolę w życiu Desmonda. Jednocześnie dały mu wiarę, że po wojnie nadal może być zwykłym człowiekiem bez tych wszystkich widm, które bez wątpienia nawiedzały jego ojca.

Andrew Garfield zagrał bezbłędnie, potrafił wczuć się w tak niezwykle smutną historię a jednocześnie pomógł nam tą autentycznością  postaci. To zdecydowanie najlepsza jego rola do tej pory, a tych dobrych miał już sporo. Cieszę się, że zdecydowali się zatrudnić tego człowieka do tego filmu. Jednak to również inni aktorzy przyczynili się do tak dobrego odbioru filmu. Sam Worthington w roli Kapitana Glovera, czy Hugo Weaving w roli ojca bohatera. A ten ostatecznie pomógł synowi w dążeniu do wyznaczonego celu.

Gdy inni będą odbierać życie, ja będę je ratował” – słowa, które zapadają w pamięci. Słowa, które poruszyły każdego a przede wszystkim słowa, które nie były rzucone na wiatr. Desmond Doss uratował wiele żyć i kto wie, może gdyby nie on sprawy w ostateczności wyglądałyby inaczej? Film ma wiele wzruszających momentów, które są bezpośrednim odwzorowaniem faktycznych czynów jak chociażby sytuacja z otarciem oczu jednego z kompanów.. Wystarczy przeczytać kilka artykułów na temat Dossa by dostrzec, że film rzeczywiście odwzorowany jest tak jak należy.

Pomimo wielu brutalnych scen i ogólnej tematyki wojennej film ten skierowany jest dla wszystkich. Nie wiem dlaczego niektórzy opisują film jakoby był skierowany tylko do męskiej publiczności. Owszem, my kobiety lubimy historie o miłości, ale nie tylko. A ta historia jest bez wątpienia wzruszająca i ma zawarte w sobie przekazy skierowane dla wszystkich bez wyjątków. Dodatkowo na plus wpływa fakt, że nie żałowano na efektach, które miały dodać autentyczności historii. Choć może bez tych wszystkich flaków na wierzchu byłoby równie dobrze?

Najlepszy i najbardziej wzruszający moment, to ten w którym po wycofaniu wojsk amerykańskich Doss wkracza na pole bitwy. A wszystko po to by ratować ludzi tam pozostawionych. Na sercu od razu lżej, że wśród ludzi są rzeczywiście..ludzie. Tacy, którzy nie kierują się tylko swoim dobrem, którzy mają odwagę by uratować jeszcze jednego człowieka. Film i historia na medal.