Ukryte działania

Odnoszę wrażenie, że każdego roku wybór najlepszego filmu jest trudniejszy. Jeszcze kilka filmów temu mocno wierzyłam w Oscar dla „La La Land”, teraz widzę, że to nie jest nic pewnego. Zwłaszcza, że „Ukryte działania” to mocny konkurent i co więcej jest to historia na faktach, Akademia lubi takie filmy i my w sumie też. 

Niezwykła, a przede wszystkim nieznana do tej pory prawdziwa historia trzech błyskotliwych kobiet afro-amerykańskiego pochodzenia, które w latach 60 XX wieku pracowały dla NASA. Pokonując niewyobrażalne przeszkody społeczne i obyczajowe, odegrały niezwykle ważną rolę w najważniejszym zadaniu Nasa– wysłaniu pierwszego Amerykanina w kosmos. Inicjując tym samym kosmiczny wyścig między światowymi mocarstwami.

Przede wszystkim znów muszę pochwalić niezwykłą dbałość o szczegóły jeśli chodzi o charakteryzację i stylizacje postaci na lata 60. Uwielbiam ten klimat w filmach. Poczułam się tak jakbym własnie odbyła wycieczkę do przeszłości.

Jak tu nie kochać filmów, skoro dzięki nim możemy dowiedzieć się o tak ciekawych rzeczach. Wiedzieliście o istnieniu tych kobiet, o tym co zdziałały? Nie, bo tego na historii nie uczą. A może powinni bo wtedy zamiast czytać fakty podręcznikowe przedstawiliby ten film, który przekazałby uczniom tak wiele. Przede wszystkim, a może najważniejsze film pokazuje te bariery, jakie w tych latach towarzyszyły afro-amerykanom. Wrażliwe osoby oglądając film mogły sięgnąć po chusteczki wielokrotnie.

Generalnie ta cała segregacja rasowa jest niewyobrażalnie trudnym i okropnym tematem. Osobne toalety, miejsca w autobusach, szkołach, bibliotekach.. Gdziekolwiek się nie pojawili byli traktowani inaczej niż ludzie. A to wszystko przez kolor skóry. Dla mnie jest to coś okropnego, ale pocieszające jest to, że pomimo tych wszystkich trudności tak wiele ludzi potrafiło sięgać wyżej niż społeczeństwo pozwalało.

Dlatego też momentem przełomowym było skreślenie tych barier w samym NASA przez Harrisona. Tylko czemu czekał, aż pracownica mu to wytknie? Czy wcześniej nie mógł domyślić się, że jest to najzwyczajniej w świecie upokarzające. Robić coś lepiej od „lepszych”, a mimo to być traktowanym gorzej. Swoją drogą Katherine jest postacią wyjątkową i mogliśmy być tego świadkiem już od pierwszych minut filmu.

Wszystkie trzy kobiety pełniły ważną rolę w filmie. Miały tyle siły i wiary w innych, że to jest niepojęte. Katherine – mistrzyni obliczeń. Dorothy urodzona kierowniczka,co też rzuca się od pierwszych chwil. Swoją drogą genialne jest to, że w momencie odkrycia planów firmy nie odchodzi z niej, a wbrew przeciwnością zdobywa wiedzę jakiej nie mieli specjaliści tej dziedziny. Dodatkowo w swoich działaniach kieruję się dobrem wszystkich, a nie tylko swoim.

Mary, czyli trzecia z najważniejszych kobiet w NASA od początku dała jasno do zrozumienia, że nie sposób ją podeptać. Kobieta, która pokonała wszystkie przeszkody by zdobyć tytuł inżyniera. A co więcej to nie była kwestia tylko pójścia do szkoły, a zdobycie prawa by móc to zrobić.

Film daje ogromnego kopa. Tak wielu z nas poddaje się przy najdrobniejszym problemie. Widzimy przeszkody a nie szanse, a te babki? Miały jaja, to trzeba przyznać. Film ma bardzo mało wad, więc nawet nie musimy się na nich skupiać. Oczywiście trzeba jednak podejść do filmu z lekkim dystansem bo o ile postacie i najważniejsze w filmie wydarzenie jest prawdziwe to wiele szczegółów może nie pasować. Takim przykładem jest maszyna, która pojawiła się w NASA. Pewne źródła donoszą, że pojawiła się w nieco późniejszych czasach. Oczywiście na podstawie tych kilku „niedociągnięć” czy faktów celowo zmienionych by utrzymać poprawność fabuły posypało się mnóstwo nieprzychylnych opinii, ale jak to bywa w świecie i sieci- zawsze znajdą się osoby, którym wszystko przeszkadza, a jedynym poprawnym faktem jest to- że są najmądrzejsi.

Aktorki zagrały na bardzo wysokim poziomie. Taraji P. Henson w roli Katherine – samotnej matki. Octavia Spencer w roli Dorothy, która w swoich działaniach bierze pod uwagę dobro wszystkich swoich dziewczyn. Oraz Janelle Monáe w roli Mary, pierwszej w historii NASA kobiety inżynier. Razem stworzyły trio doskonałe, ale żeby nie było to pochwalić również trzeba Kevina Costnera, który w roli Harrisona nie był taki straszny jak go początkowo opisywali. Wręcz nie wyczułam w jego zachowaniu wrogości, jakiej nie brakowało pozostałym pracownikom.

Film z czystym sumieniem polecam, co więcej zapisuję sobie go na prywatnej liście filmowych motywatorów. Choć może nazwa nie brzmi zachęcająco to wiadomo czemu to ma służyć.