Powrót Skazanego na śmierć

Dość kontrowersyjny temat. Bo jak to, powrót do zakończonego serialu po 8 latach od tak? Zwłaszcza, że twórcy rzeczywiście zamknęli wszystkie możliwe furtki, a przynajmniej tak mogło się wydawać każdemu, kto śledził poczynania Scofielda. 

Ostatni rok był rokiem wyczekiwań tego nowego sezonu. Niektórzy do sprawy podchodzili z nadzieją, że będzie to jeden z najlepszych serialowych powrotów, a inni wręcz przeciwnie. Zresztą wiele produkcji pokazało już, że takie powroty to nic dobrego. Trudno wrócić do czegoś, co początkowo było doskonałe a zatraciło się z czasem. Najtrudniejsze jest jednak zaciekawienie widza, a ten oczekuje coraz więcej. U mnie uczucia były mieszane, z jednej strony chciałam by to wypaliło, a z drugiej prychałam na myśl o tym, że twórcą brak nowych pomysłów i wracają do czegoś co się nieźle sprzedało(przynajmniej na początku). Kilka godzin temu obejrzałam dwa pierwsze odcinki.. i jestem pozytywnie zaskoczona. Już tłumaczę dlaczego.

Po pierwsze sam sposób powrotu do historii dwóch braci jest dosyć zagadkowy i to oczywiście jest plusem. Lincoln otrzymuje od T-Baga zdjęcie przedstawiające Micheala za kratkami. Jego brata, który od dobrych 7 lat (tak?) nie żyje. Początkowo bierze to za żart, za kpinę i nie ma w tym nic dziwnego, zdjęcie było słabej jakości. Czy ktokolwiek zareagowałby inaczej? Jednak później nie daje mu to spokoju i dociera do ciekawych wiadomości, ale również do tego, że jego brat całkowicie został usunięty z wszelakiego rodzaju spisów, wiadomości i kartotek. Zamiast gęby brata widzi obcego człowieka i tutaj zaczyna się cała zabawa. Bo Lincoln jak można się domyślić rzuca się w poszukiwania młodszego brata. Oni zawsze siebie ratują, więc akurat to element przewidywalny.

Na chwilę obecną, powrót produkcji jest czymś wręcz doskonałym. Posiada wszystko to, co serial miał w sobie na samym początku. Zagadkę, świeżość i akcję niekoniecznie taką, jak przyzwyczaiły nas do tego filmy gatunku akcji. Buduje napięcie od pierwszych minut. Patrząc w ekran zastanawiamy się co jest prawdą, a co grą.

Cieszę się, że ponownie mogłam zobaczyć Lincolna, Michaela, T-Baga, Sucre i Benjamina. Nieco mniej cieszę się na widok Sary, bo ta jakoś zawsze mnie irytowała i trzeba przyznać, że nadal to robi. Czyli wczuła się dobrze w rolę i to generalnie też plus. Czujemy się jak na spotkaniu po latach. Widzimy, że Linc z tęsknoty za bratem strzelił sobie nie jedną a kilka dziarek oraz to, że nadal ciągnie go do przestępczości. Powoli dowiadujemy się co się działo u każdego z nich, z podkreśleniem na powoli bo oczywiście głównym aktualnie operatorem akcji jest Lincoln. Jednak już na drugim odcinku pałeczkę przejmuje Michael więc nie martwcie się.

Tym razem poznajemy więzienie na innym kontynencie i fakt ten jest tą świeżością, o której zresztą już wspomniałam. Inny klimat, inny rygor więzienny i inny sposób na wydostanie się z niego. Jednak pomiędzy tym powstają liczne pytania na temat samego Michaela, skoro tyle lat był „martwy” to czemu teraz postanowił zmartwychwstać? Miał w tym swój cel? A jeśli tak to czy był on dobry, czy zły. Ja po kilku minutach zaczęłam się zastanawiać, czy on rzeczywiście ma jakieś problemy z ludźmi, pamięcią czy jest uzależniony. Bo te z kolei bywają dziwne.. skoro ludzie uzależniają się od gumy czy ryby po grecku to możne od uciekania z więzienia również?

Jednak żeby tak nie słodzić trzeba też napisać o minusach, tych już na chwilę obecną dostrzegalnych. Niekoniecznie jest to coś co towarzyszy tylko temu sezonowi.. intro. Nie wiem kto za nim stoi, ale robią to źle. Jak można stworzyć coś, co w kilka sekund przedstawia wszystko to co będzie w całym sezonie. Spokojnie mogli skonstruować zwiastun/intro, tą głupią migawkę na podstawie tego co pojawiło się we wcześniejszych sezonach. Żaden serial ( albo ja na taki nie trafiłam ) nie robi tego w tak beznadziejny sposób i żałuję, że po tylu latach nadal tego nie zrozumieli. Jest to szczegół, to prawda. Lecz ten szczegół w tym przypadku budzi irytację i niechęć bo oczekujemy nowości i zagadkowego klimatu do końca.