Nowy rok – nowa ja?

Bzdura, nie oszukujmy się. To nigdy nie wychodzi. Nie ma gorszego momentu na powrót do ćwiczeń, czy też na rozpoczęcie diety. Odkładanie czegoś na nowy rok działa na kilka dni, po czym wraca się do starych nawyków. 

Wybaczcie, użyłam tutaj przykładu ćwiczeń czy diety. Być może dlatego, że ja zawsze właśnie to odkładałam na później. Na przyszły tydzień, miesiąc i właśnie rok. Tak, teraz możecie odezwać się, że mój przykład nie dotyczy większości. Wmawiajcie sobie. Owszem ja wiem, że spora część naszej społeczności potrafi dotrzymać danej sobie obietnicy. Nazwijmy to obietnicą, sęk w tym, że nie każdy potrafi od tak spiąć cztery litery i wrócić do czegoś, czy coś zacząć. Zawsze pojawiają się przeciwności, dzisiaj, za tydzień i za miesiąc. To, że uwikłamy się z jednym problemem to nie znaczy, że nie pojawi się inny. Wybaczcie ten drobny chaos. Jest 3 w nocy, a ja zamiast spać siedzę i piszę tego posta bo układałam jego treść w głowie już wielokrotnie. Zawsze jednak wyskakiwało mi coś rzekomo ważniejszego czy istotniejszego na daną chwilę. Nie będę w tym momencie tej ważności podważać, jednak nadszedł ten moment. Wracam do tego co mnie spełnia i sprawia przyjemność. Chociaż czasem wykonywanie tego wykańcza mnie czy koliduje z innymi zajęciami. Trudno, kolejny odcinek serialu obejrzę innym razem, a dzisiaj piszę post na bloga, którego zaniedbałam ostatnim czasem.

Ten wpis jest dosyć osobisty i choć od czas do czasu coś się pojawiało na moim blogu, to tego rodzaju wpisu nie widzieliście dobry rok? Półtorej?

Usprawiedliwienia nie będzie, krótkie niby wytłumaczenie wyżej powinno wystarczyć. A dodatkowo jest to dodatkowy przykład, jak zwlekanie czegoś może się przedłużyć. Bo wiecie, nie planowałam przerwy. Obiecałam sobie, że nigdy nie dopuszczę do sytuacji, w której pojawi się jeden wpis w miesiącu. I co? Dałam dupy, w przenośni rzecz jasna. Bo nie, nie jest to wpis ujawniający moje aktualne zajęcie.

O co mi chodzi? Ano właśnie o to, co za miesiąc będzie się pojawiało dosłownie wszędzie. Telewizje śniadaniowe będą o tym huczały. Ba, niby specjaliści będą się wypowiadać jak to nowy rok pozytywnie wpływa na zmiany. Bzdura, tak naprawdę nic nie jest bardziej pozytywnego same zmiany. Nie te zaplanowane zmiany, a wprowadzone w życie. Od tak, z dnia na dzień. To jest bardzo trudne do wykonania, ale gwarantuje satysfakcje.

Niezależnie czy chodzi o wprowadzenie ćwiczeń w życie, nieco więcej organizacji czy zmiana pracy. Wielkość nie ma tu nic do tego. Ważne jest, aby nie siedzieć i nie planować tego w nieskończoność. Po prostu zrobić to. Tak jak ja teraz wracam na mojego bloga. Pisze posta, którego nie wiem jeszcze w jaką kategorię wrzucę, po prostu piszę bo chce wrócić do mojej systematyczności.

A i jeszcze jedno. To moje zdanie, wyłącznie moje zdanie. To, że nawet dr Jakiśtam twierdzi inaczej to nic. Każdy ma swoją rację, masz ją i Ty.

No i żartowałam z tą kategorią!