Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Strata człowieka niesie za sobą ogromny smutek i żal, trudno się po tym pozbierać. Najgorsze jednak w tym wszystkim są próby zrozumienia tego stanu przez osoby trzecie. Mildred Hayes nie oczekuje współczucia po stracie córki, ona pragnie złapania człowieka, który dopuścił się tego okropnego czynu. Policja się poddała, ale ona nie zamierza. 

Film pokazuje, w jaki sposób z tym smutkiem i żalem walczy samotna matka. Nie wierzy, że policja wskaże winnego więc chce powiedzieć całemu światu, że ona pamięta a oni nie powinni zapomnieć. Czemu? Aby więcej takich sytuacji się nie pojawiało, a przede wszystkim aby winę poniósł ten, który zamordował jej córkę.

Mildred Hayes jest jedną z tych twardych babek, których nie da się zniszczyć. Jednak jest to tylko obraz, jaki ona chce przedstawić. Życie ją nigdy nie rozpieszczało więc tu i tam popełnia błędy, a swojej samotności za nic w świecie nie chce stracić. Z nastoletnią córką jej ostatnie kontakty nie były wzorowe, co dodatkowo doprowadza ją do furii. „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” wprowadza widzów w jej żal jednak od zupełnie innej strony. Retrospekcje, które się pojawiają próbują nam pokazać, że nasz obecny stan budują zarówno sytuacje jak i ludzie, którzy nas otaczają bądź nie.

Policja powinna zapewniać spokój, bezpieczeństwo. Jednak gdzie to wszystko w sytuacji, gdy ginie młoda kobieta? Brak śladów czy brak profesjonalizmu u służby, która zbyt domowo traktuje swoje miejsce pracy. Szeryf Bill Willoughby(Woody Harrelson) wydaję się być tym właściwym człowiekiem na stanowisku, jednak jego zaparcie w dążeniu do celu w pracy mogło gdzieś z czasem zniknąć, szczególnie gdy jego życie prywatne nie jest usłane kwiatkami. Z kolei lekkoduch Oficer Jason Dixon(Sam Rockwell) jest totalnie odprężony w obliczu tragedii, czekając aż winny sam się zgłosi po karę. Nie trudno tutaj oprzeć się wrażeniu, że jest tam przypadkowo, oczywiście do czasu.

Sprawiedliwość to pojęcie względne, jednak czy przy morderstwie tak może być ujęte? Winnym zawsze jest ten, który dopuścił się zbrodni. Służba tego małego miasteczka potrzebowała motywacji, a Mildred znalazła wręcz idealny sposób by wyrazić swoją frustracje i kopnąć zaspanych funkcjonariuszy do pracy. Tytułowe prowokacyjne billboardy prowadzące do Ebbing właśnie temu służyły.  Aktorka Frances McDormand idealnie rozegrała tę trudną rolę. Widząc ją aż przypomina się „Fargo”, które równie bardzo trzyma w napięciu również z jej pomocą.

Reżyser Martin McDonagh to doceniony człowiek, który doskonale wie jak działać na widzu. Na jego koncie jest już kilka dobrych produkcji. Na cztery filmy aż cztery nominację, a jeden z nich otrzymał Oscara… Póki co, ten film również ma szansę wzbogacić reżysera o kolejną statuetkę. Jednak wynik ten mówi jeszcze o jednym, Martin nie tworzy niczego od tak, jego filmy to przemyślane dzieła wyróżniające się na tle innych produkcji.

Film jest dokładnie tym, czego się spodziewać można po tak zwanych Oscarowych produkcjach. Mnóstwo ciekawych bohaterów, w których odkrycie bawimy się przez cały film. Nie brakuje również dowcipnych i ostrych dialogów, które dodatkowo kolorują tą smutną historie. A muzyka? Idealna.