Kształt wody to baśń dla dorosłych?

Wyjątkowo dobrze przemyślana produkcja, o kobiecie, która spotyka na swojej drodze kogoś wyjątkowego. Szkoda tylko, że ów wyjątkowy ktoś nie jest człowiekiem. Czy „Kształt wody”, czy ta historia ma szansę na nagrodę? 

Trzeba przyznać, że ani zwiastun ani opis nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia. Bo co to ma być, „Piękna i Bestia” opowiedziana inaczej? Szkoda tylko, że ani jedna ani druga strona nie posiada cech bohaterów wcześniej wspomnianej baśni. Jednak coś łączy te dwie historie, los. Bo to on własnie sprawił, że ta kobieta spotkała to.. „coś”.

Muzyka pełni cholernie ważną rolę w filmie i to ona sprawia, że dajemy tej produkcji szansę. To ona zatrzymała i dała znać, że warto poświęcić czas na ten film. Bardzo się cieszę, że posłuchałam jej i dałam szansę. Oczywiście sam klimat filmu też jest wyjątkowy, ale to ta wyjątkowość może nie spodobać się wszystkim. Bo to co ma być film opierający się na pokazywaniu kilku rządowych pomieszczeń, plus niemowa i coś oślizgłego..

W produkcji znajdziemy nie tylko fantastyczną muzykę, również charakteryzacje bohaterów są czymś szczególnym. Jednak to już zasługa świetnie dobranych aktorów, a i wybaczcie ten wszechobecny zachwyt. Nadal trzyma mnie magia filmu, historii.

Eliza to niemowa, jest sprzątaczką przy tajnym rządowym projekcie i jakoś tam wiążę koniec z końcem. Jej życie upływa raczej spokojnie, te same codziennie czynności, ograniczone relacje z innymi ludźmi i kino, które uwielbia. Może to właśnie ono obudziło w niej ten romantyzm? W każdym razie, pewnego dnia jest świadkiem niezwykłej sytuacji, obiekt naukowy ściśle chroniony znajduję z nią wspólny język. A Eliza jako dobry człowiek dostrzega, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i zaprzestać temu, co robią tajemniczemu stworzeniu. Akcja ratunkowa sprawia, że pomiędzy nią a nim dochodzi do czegoś na pozór niemożliwego.

W roli głównej zachwalana wszedzie Sally Hawkins, szczerze mówiąc dla mnie była do tej pory przeciętną aktorką. Rola Elizy zmieniła moje zdanie. Przecież to co aktorka dokonała w tym filmie jest czymś cholernie dobrym. Jednak byłabym niesprawiedliwa olewając resztę. To znaczy Michael Shannon w roli okrutnego niszczyciela uczuć Elizy czyli Stricklanda. A w szczególności warto pozachwalać Richard Jenkins i Octavia Spencer, którzy świetnie spisali się grając najbliższych głównej bohaterki. Takich najbliższych, na których warto polegać. Nie powiem, każdy z nich cechował się swoją własną nieobliczalnością i cząstkowym szaleństwem, ale wszystko stworzyło świetną obsadę.

Guillermo del Toro odwalił kawałek dobrej roboty i wierzę, że zostanie mu to wprost powiedziane przy okazji wywołania zwycięzcy danej kategorii. Chociaż niestety trudno tutaj mówić, jakoby jego całokształt pracy był wyjątkowo dobry. Hobbit? Nie, takiego kina nie można się spodziewać po człowieku, który stoi za Hobbitem.

Podsumowując, dostaliśmy ciekawy film pokazujący wiele odcieni odmienności i to, jak ona wpływa na postrzeganie ich w świecie. Słusznie też w pewnym momencie skomentowała to Eliza. W tym filmie to głównie muzyka kołysała nas wśród mimiki głównych bohaterów, trzeba o tym szczególnie pamiętać przy zestawieniach z innymi filmami.

Może nie jest to produkcja idealna, może nie spodoba się ona każdemu. Jednak jedno jest pewne, jest to mocna pozycja w nominacjach Oscarowych i być może to ona zgarnie najważniejszą statuetkę.